- Panienko Faylo, czy na pewno panience wygodnie w tej sukni?
- Gorset nie uwiera?
- Panienko, czy panienka życzy sobie coś do picia?
Stałam na środku wielkiej sali, którą ktoś omylnie nazwał moją sypialnią. Była ustrojona w kolorach czerwieni i purpury, wielkie łoże było usłane różami. Za każdym razem, gdy na to patrzyłam, wzdychałam ciężko. Koło mnie latała służba, osoby wysokie i niskie, zwykle wychudzone. Pomagałam im jak mogłam.
- Wszystko jest dobrze. Przepraszam was, ale chcę pobyć sama.
Wszyscy ulotnili się z sali, gnąc się w pokłonach aż do samych wielkich, marmurowych drzwi. Nareszcie zostałam sama.
Podeszłam do wielkiego lustra. Z odbicia patrzyła na mnie smutno niska, drobna kobieta. Nie wyglądałam na te 23 lata, bardziej na jakieś 16. Byłam przyodziana w ozdobną, rozłożystą suknię z białego jedwabiu, ozdobioną szkarłatnymi upięciami i żywymi różami. Byłam przyzwyczajona do gorsetu, który pomimo starań nie dodawał urody mojemu dekoltowi... Naturalnie czerwone włosy zostały upięte w ozdobny kok.
- Mam dość - wyszeptałam ze łzami w oczach.
Sięgnęłam do gorsetu i rozerwałam całą suknię na dwie części. Teraz stałam tylko w śnieżnobiałej halce, która podkreślała kościstą budowę mojego ciała. Rozpuściłam włosy, które łagodnymi falami opadły na moje ramiona.
- Czas poczuć wolność - uśmiechnęłam się i podeszłam do okna.
Wskoczyłam na parapet i ukucnęłam. Znajdowałam się ledwie na pierwszym piętrze, więc skok nie był ryzykowny.
- Żegnaj, mamo. Żegnaj, ojcze.
Odbiłam się i wyskoczyłam w powietrze. Czułam, jak całe moje ciało się zmienia, jak rośnie mi futro, wyostrzają się zmysły. Po chwili stałam na ziemi jako drobna czerwona wadera, podpalana bielą.
- Jestem Fay - uśmiechnęłam się - Wolna wilczyca.
C.D.N.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz