środa, 7 sierpnia 2013

- Panienko Faylo, czy na pewno panience wygodnie w tej sukni? 
 - Gorset nie uwiera?
 - Panienko, czy panienka życzy sobie coś do picia?
  Stałam na środku wielkiej sali, którą ktoś omylnie nazwał moją sypialnią. Była ustrojona w kolorach czerwieni i purpury, wielkie łoże było usłane różami. Za każdym razem, gdy na to patrzyłam, wzdychałam ciężko. Koło mnie latała służba, osoby wysokie i niskie, zwykle wychudzone. Pomagałam im jak mogłam.
 - Wszystko jest dobrze. Przepraszam was, ale chcę pobyć sama.
  Wszyscy ulotnili się z sali, gnąc się w pokłonach aż do samych wielkich, marmurowych drzwi. Nareszcie zostałam sama. 
  Podeszłam do wielkiego lustra. Z odbicia patrzyła na mnie smutno niska, drobna kobieta. Nie wyglądałam na te 23 lata, bardziej na jakieś 16. Byłam przyodziana w ozdobną, rozłożystą suknię z białego jedwabiu, ozdobioną szkarłatnymi upięciami i żywymi różami. Byłam przyzwyczajona do gorsetu, który pomimo starań nie dodawał urody mojemu dekoltowi... Naturalnie czerwone włosy zostały upięte w ozdobny kok.
 - Mam dość - wyszeptałam ze łzami w oczach. 
  Sięgnęłam do gorsetu i rozerwałam całą suknię na dwie części. Teraz stałam tylko w śnieżnobiałej halce, która podkreślała kościstą budowę mojego ciała. Rozpuściłam włosy, które łagodnymi falami opadły na moje ramiona.
 - Czas poczuć wolność - uśmiechnęłam się i podeszłam do okna.
  Wskoczyłam na parapet i ukucnęłam. Znajdowałam się ledwie na pierwszym piętrze, więc skok nie był ryzykowny.
 - Żegnaj, mamo. Żegnaj, ojcze. 
  Odbiłam się i wyskoczyłam w powietrze. Czułam, jak całe moje ciało się zmienia, jak rośnie mi futro, wyostrzają się zmysły. Po chwili stałam na ziemi jako drobna czerwona wadera, podpalana bielą.
 - Jestem Fay - uśmiechnęłam się - Wolna wilczyca.
 
 C.D.N.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz