czwartek, 18 lipca 2013

Od Nat'iego do Roksany i jak dotarłem

 - No, synu. Już jutro staniesz się nieśmiertelny - ojciec potargał mi czuprynę.
 - Tato... - zacząłem.
 Widziałem, jak rodzice patrzyli na mnie z nadzieją. Wierzyli, że zostanę nieśmiertelny, znajdę sobie nieśmiertelną partnerkę i będę mieć dzieci, które także będą nieśmiertelne. Ale ja nie chciałem żyć wiecznie. Chciałem przeżyć przygody, założyć rodzinę i umrzeć w spokoju. Bo życie wieczne by mi się zwyczajnie znudziło.
 - Ja nie chcę być nieśmiertelny. - dokończyłem, czując wielką gulę w gardle.
 Nie zauważyłem, że w tamtym momencie do naszej jaskini weszła tamtejsza Alpha. Wściekła się. Wykrzyczała, że jestem niewdzięcznym łajdakiem i kazała się wynosić z jej watahy. Chcąc nie chcąc - zostałem wygnany.
 --------------------------------------------------------------------------------------------------------  Choć od tamtych wydarzeń minęły dwa lata, nadal pamiętałem je doskonale. To, jak błąkałem się po lasach, jak niezdarnie polowałem. Dałem radę.

 Rozmyślałem tak sobie, wcale nie zdając sobie sprawy z tego, że znajduję się na czyichś terenach. Z zamyślenia wyrwały mnie słowa:
 - Kim jesteś?
 Odwróciłem się i zobaczyłem bladoróżową waderę z chustą w kosmiczne wzory. Przypatrywała mi się raczej z zaciekawieniem, niż ze złością.
 - Witaj. Nazywam się Nate Alexander, ale używam zwykle pierwszego imienia - wypowiedziałem doskonale wyuczoną formułkę. Od długiego czasu nikogo nie spotkałem, więc chciałem wypaść z jak najlepszej strony.

 (Roksano?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz